Kobiecość to nie uległość. O wyborach, wolności i tkaniu własnych historii

„Kobiecość to nie uległość”. Niby to wiem, a jednak dobrze było znów to usłyszeć. Spotkanie z Natalią de Barbaro stało się okazją do refleksji o wolności, miłości, dokonywaniu wyborów i tkaniu własnych historii. O tym, jak ważne jest uznanie dla siebie i drogi, którą już przeszłyśmy.

„Kobiecość to nie uległość”. Niby to wiem, a jednak dobrze było to znów usłyszeć. I na chwilę się przy tym zatrzymać. Podczas ostatniego pobytu w Polsce znów zrobiło się u mnie książkowo. Tym razem nie za sprawą mojej własnej książki, ale spotkania autorskiego z Natalią de Barbaro. Był to wieczór pełen pytań, kobiecych historii i refleksji, które zabrałam ze sobą do domu. Niektóre z nich wciąż mi towarzyszą.

O tkaniu własnych historii

Podczas spotkania wiele mówiłyśmy o przędzy, przejściach i tkaniu własnych opowieści. O tym, jak z różnych doświadczeń, decyzji, spotkań i rozstań powstaje historia naszego życia. Każda z nas tka ją inaczej. Czasem świadomie wybieramy kolejne nici, innym razem życie samo podsuwa nam kolory i wzory, których wcześniej nie brałyśmy pod uwagę. Pojawił się również temat uznania dla siebie. Nie tylko za osiągnięcia, sukcesy czy zrealizowane plany, ale także za drogę, którą już przeszłyśmy. Za trudne decyzje, momenty zwątpienia, odwagę, by zacząć od nowa. Myślę, że zbyt rzadko dajemy sobie takie uznanie. Częściej zastanawiamy się nad tym, co jeszcze powinnyśmy zrobić, niż zatrzymujemy się przy tym, ile już za nami.

O tym, czego jeszcze nie wiem

Wśród moich notatek znalazło się zdanie: „Oddałabym wszystko, co wiem, za to, czego nie wiem”. Zatrzymało mnie na dłużej. Jest w nim dla mnie coś niezwykle pociągającego. Tajemnica tego, co jeszcze przede mną. Ciekawość świata, ludzi i samej siebie. Gotowość do odkrywania czegoś nowego, nawet jeśli oznacza to zakwestionowanie tego, co dotychczas uważałam za oczywiste. Być może dlatego tak bliskie jest mi to zdanie. Od lat zajmuję się komunikacją międzykulturową, poznawaniem innych perspektyw i przyglądaniem się temu, jak nasze doświadczenia kształtują sposób, w jaki postrzegamy świat. Im więcej poznaję, tym wyraźniej dostrzegam, jak wiele jeszcze pozostaje do odkrycia. A jednocześnie wiem, że ciekawość czasem wymaga odwagi. Bo nowe możliwości wiążą się z koniecznością dokonywania wyborów. A wybieranie nie zawsze przychodzi mi łatwo.

Między wolnością a miłością

Jednym z tematów spotkania były wybory między wolnością a miłością. Czy można pozostać wierną sobie, będąc blisko drugiego człowieka? Gdzie przebiega granica między kompromisem a rezygnacją z własnych potrzeb? Czy troska o innych musi czasem oznaczać odsuwanie siebie na dalszy plan? To pytania, które często pojawiają się w kobiecych historiach. Choć właściwie nie dotyczą wyłącznie kobiet. Są po prostu ludzkie. Bliskość i niezależność nie muszą przecież się wykluczać. A jednak w codziennym życiu pogodzenie ich bywa trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. Ten temat został ze mną na dłużej. Być może dlatego, że w różnych momentach życia inaczej rozumiemy zarówno wolność, jak i miłość. I być może właśnie na tym polega część naszej drogi — na nieustannym odkrywaniu, czego potrzebujemy dzisiaj, nawet jeśli jeszcze wczoraj odpowiedź była zupełnie inna.

Wewnętrzny krytyk, który po prostu wykonuje swoją pracę

Podczas spotkania pojawił się także dobrze nam znany wewnętrzny krytyk (wewnętrzny kretyn). Spodobało mi się porównanie, że jego rolą jest krytykowanie, tak jak rolą piekarza jest pieczenie chleba. Uśmiecham się, kiedy o tym myślę. Bo przecież nie muszę traktować każdej krytycznej myśli jako prawdy. Nie muszę też za wszelką cenę uciszać swojego wewnętrznego krytyka. Mogę po prostu zauważyć jego obecność, wysłuchać go, a następnie sama zdecydować, co zrobię z tym, co ma mi do powiedzenia. To dla mnie ważne przypomnienie. Szczególnie w świecie, w którym tak łatwo porównywać się z innymi, oceniać własne decyzje i zastanawiać się, czy zrobiło się wystarczająco dużo. Czasem odrobina dystansu i życzliwości wobec siebie może zmienić naprawdę wiele.

Z uznaniem dla drogi, którą już przeszłam

Wracając myślami do tego spotkania, dostrzegam wspólny mianownik wszystkich tych refleksji: prawo do własnej historii. Do podejmowania decyzji, popełniania błędów, zmieniania zdania i odkrywania nowych możliwości. Do bycia blisko innych, ale również blisko siebie. Nie wiem jeszcze, jakie historie będę tkać w kolejnych miesiącach i latach. I chyba nie muszę wiedzieć. Chcę zachować ciekawość tego, co przede mną, i jednocześnie nie zapominać o drodze, którą już przeszłam.

Idę więc dalej tkać swoje historie. I dać się ponieść z lekkością tam, gdzie woła świat. Z uznaniem dla siebie i wszystkiego, co już za mną.